Chleba i igrzysk!

Autor:
Tomek Janiak

Chleba i igrzysk (łac. panem et circenses) – okrzyk autorstwa starorzymskiego poety Juwenalisa, który wznosiło rzymskie pospólstwo, domagając się pożywienia i rozrywek, znakomicie odnosi się do oczekiwań stawianych obecnie przed żeglarstwem olimpijskim. Nic w zasadzie nie zmieniło się od czasów Imperium Romanum, metody i narzędzia są jedynie bardziej humanitarne i wysublimowane, a przynajmniej takie zdają się być. Nie jest to oczywiście nic odkrywczego. W oczekiwania Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego idealnie wpisuje się Twin Tip Racing z nowym formatem rozgrywania wyścigów, czyli slalom boarder cross. 

Cały czas jednak nie wiem jednak, czy cieszyć się, czy płakać z tego powodu. Nie ukrywam, że mam mieszane odczucia. Niby wszystko jest wspaniale - w przeciwieństwie do większości dyscyplin żeglarskich, wyścigi TTR są widowiskowe, zrozumiałe dla publiki, emocjonujące, szybkie, dochodzi do spektakularnych splątań i zderzeń. Format jest prosty, nie wymagający specjalnych umiejętności żeglarskich,  sprzęt podobny, powszechnie dostępny, nie mający aż tak dużego wpływu na końcowy wynik. Mam jednak wątpliwości, czy to faktycznie to, czego szukamy. Czy można nazywać to jeszcze żeglarstwem? Moim zdaniem nie, ale nie podejmuje się oceny, czy to dobrze czy źle.  Cała filozofia sprowadza się do dobrego startu i dopłynięcia do pierwszego znaku przed pozostałymi, później juz raczej ciężko oddać zwycięstwo. Nie ma jakiejś skomplikowanej taktyki i strategii. Największym problemem jednak, w mojej ocenie są wspomniane splątania i zderzenia, do których dochodzi stosunkowo często. O ile dorośli są za siebie odpowiedzialni i jakoś radzą sobie z takimi sytuacjami, o tyle z dziećmi jest dużo większy problem, nie chodzi przecież o to, aby młodych ludzi zrazić do sportu. Moim zdaniem jest to zbyt  kontuzjogenna konkurencja, zbyt „agresywna” dla dzieci. 

Nie jest oczywiście tajemnicą, że tak jak większość oglądających wyścigi samochodowe czeka na spektakularne wypadki, podobnie w wyścigu TTR na kajcie, kolizje i splątania budzą największe emocje (nie zawsze oczywiście pozytywne). Nic tak nie przyciąga publiki jak duże pieniądze i „krew” (vide regaty Pucharu Ameryki). Jeżeli zapewnione są te elementy to sukces jest murowany. Pytanie tylko czy kosztem zdrowia dzieci mamy wpisywać się w taką retorykę? 

Z drugiej strony, trudno o równie ciekawą alternatywę, która mogłaby przyciągnąć sponsorów, czy media. Swego czasu jako zawodnik miałem okazję startować w różnych zawodach slalomowych, łącznie z mistrzostwami świata. W tej chwili jako trener obserwuje zmagania zawodników w zawodach międzynarodowych i krajowych, a przede wszystkim szkolę zawodników. Przyznaję, że TTR slalom jest bardzo widowiskowy i dynamiczny, ale z drugiej strony, niektóre splątania śnią mi się po nocach. Wszystko ma szansę przebiegać bezpiecznie pod warunkiem, że zawodnicy są doświadczeni,  mają odpowiednie umiejętności, znają przepisy, a przede wszystkim szanują się nawzajem. Zdrowy rozsądek również, by się przydał. Wystarczy jeden „nieogarnięty” gamoń, bez wyobraźni i instynktu samozachowawczego i tragedia gotowa.

Podsumowując, nowy format jest zdecydowanie dla zawodników z mocną „psychą”,  nie wiem jedynie czy dla juniorów. Osobiście nie mam sensownego remedium na rozwiązanie powyższych kwestii, czas pokaże, w którą stronę to pójdzie. 

 

Piszę ten felieton będąc już w drodze na Mistrzostwa Europy TTR, które odbędą się we włoskiej Gizzeri. Będzie to pierwsza tego typu konfrontacja zawodników TTR na naszym kontynencie, do tego w tak licznym gronie (zgłosiło się 130 osób) . Regaty pokażą, w którym miejscu w europejskiej klasyfikacji plasują się nasi kadrowicze. Mam również nadzieję, że regaty te rozwieją wątpliwości, o których pisałem powyżej.