Zwyciężyła wspólna tożsamość

Autor:
Daria Abramowicz

Długo czekałam na okazję do napisania dla W Ślizgu! felietonu, który od początku do końca będzie dotyczył żeglarstwa. Szukałam jakiegoś wydarzenia, które pozwoli mi połączyć żeglarstwo i psychologię w inspirujący sposób. Byłam przekonana, że znajdę „to coś” gdzieś w żeglarstwie olimpijskim. Absolutnie nie spodziewałam się, że regatami, które zainspirują mnie do napisania takiego tekstu będzie 35. edycja Pucharu Ameryki. 

Od lat powtarzam, że w sporcie, gdy umiejętności techniczne i przygotowanie motoryczne zawodników funkcjonują na podobnym poziomie, bardzo często o sukcesie decyduje aspekt psychologiczny, czyli przygotowanie mentalne. Przykład na to, jak istotną rolę w osiągnięciu mistrzostwa sportowego odgrywa tak zwana „głowa” mieliśmy już w trakcie poprzedniej edycji America’s Cup. Choć do dziś uważam, że bardziej to załoga Deana Barkera nie wytrzymała wagi rywalizacji, niż Oracle Team USA dokonał cudu, wyraźnie widzieliśmy, ile dla końcowego sukcesu znaczy umiejętność radzenia sobie ze stresem i narastającą, ogromną presją. Powtórzę jednak, że nie spodziewałam się, że w tegorocznej, 35. edycji Pucharu Ameryki zobaczę tak silny kontekst psychologiczny. Tak silny, a jednocześnie podstawowy, o którym wielu trenerów, zawodników i osób zarządzających sportem często zapomina. Siłę zespołu.

Na dyspozycję startową, na tak zwane wykonanie, wpływa składowa wysiłku i zasobów wszystkich zawodników. Budowanie zespołu to długotrwały proces, w który zaangażowane są wszystkie osoby pracujące w zespole i dla zespołu. Jednocześnie to pewnego rodzaju fundament, który pozwala na skuteczne realizowanie procesu szkoleniowego. I dążenie do mistrzostwa sportowego, o czym czasami chyba zapominamy. To baza, która pozwala na stworzenie odpowiedniego klimatu motywacyjnego i nastawienia. W sytuacji kryzysowej, w której na próbę wystawiane są umiejętności poszczególnych zawodników, to siła zespołu często „dźwiga” wynik. 

Właśnie zespołowość, spójność drużyny i ogromna motywacja zawodników zwróciły moją uwagę w tegorocznym Pucharze Ameryki. Można to poczuć z taką siłą właściwie tylko w załodze Emirates Team New Zealand. Dla Nowozelandczyków żeglarstwo to sport narodowy, a regaty America’s Cup to prawdziwe święto. Narodowa tożsamość i głęboko zakorzenione marzenie zawodników są ogromną siłą. Dają też przestrzeń do dużej jakości w wymienności zadań i bardzo skutecznej komunikacji. Warto zwrócić uwagę na parę Peter Burling & Blair Tuke. Znając się tak dobrze, tak intuicyjnie współpracując w klasie 49er przenieśli wszystko, co najlepsze na pokład katamaranu AC 50. 

Peter Burling to zresztą fenomen, o którym mogłabym napisać osobny felieton. Warto jednak podkreślić, że poziom komunikacji i wzajemnego zrozumienia w Emirates Team New Zealand funkcjonuje na dużo wyższym poziomie, niż przeciętny. Z kilku powodów. Zespół jest spójny pod kątem tożsamości, a pomiędzy zawodnikami wytworzyła się doskonała atmosfera. To z kolei sprzyjało dążeniu do wspólnego celu, pod jedną banderą i z tymi samymi emocjami. Kluczowe okazały się być: zgranie, uzupełnianie się, wykonywanie konkretnych zadań (przypisanych do funkcji w zespole). Więź pomiędzy członkami załogi widoczna była od pierwszego wyścigu do ostatniego momentu świętowania sukcesu. Wspólna i spójna tożsamość daje niebywałą siłę i tworzy fundament, na którym można budować pozostałe komponenty, które przyczyniają się do osiągnięcia mistrzostwa. Najpierw tworzymy bowiem mistrzowskie nastawienie, potem klimat motywacyjny. Następnie ustalamy cele.

Warto zwrócić uwagę na ten obszar, szczególnie w dobie dynamicznego rozwoju technologii, która na dobre zagościła w światowym żeglarstwie. W mojej ocenie nadal, a może dziś tym bardziej, konieczna jest praca nad klimatem w zespole, komunikacją i spójnością. To wspaniale, że tak duże wydarzenia sportowe ciągle nam o tym przypominają. W końcu tu kryje się często duch sportu.