Królowe Kajta

Autor:
Klaudia Krause
Michał Stankiewicz

Kajt w Polsce jest kobietą, mówią zgodnie trzy najlepsze polskie kitesurferki – Karolina Winkowska, Helena Brochocka i Kasia Lange.

The Queen of Hel

Tydzień przed gdyńskim Opener’em, w Chałupach odbył się równie ciekawy festiwal – The Queen of Hel, który tworzą wyłącznie kitesurferki, dla kitesurferek i kobiet po prostu zainteresowanych kajtem.

Tegoroczne edycja to 40 uczestniczek, 4 dni treningów na wodzie, porady od ekspertów z dziedzin fizjoterapii, fitnessu oraz psychologii sportu. To także zabawa i babskie pogaduszki, a wszystko pod okiem trzech czołowych liderek świata: Katarzyny Lange (Nobile Kiteboarding), Heleny Brochockiej (Liquid Force Kites) oraz trzykrotnej mistrzyni świata w konkurencji freestyle, Karoliny Winkowskiej (Slingshot).

 - Naszym celem było zorganizowanie eventu skierowanego do dziewczyn w każdym wieku, w czasie którego mogłyby dowiedzieć się więcej o sporcie, podszkolić swoje umiejętności oraz poznać inne kitesurferki z całego kraju - tłumaczy Katarzyna Lange, współorganizatorka festiwalu. - Trening w damskim towarzystwie pozwala na utrzymanie motywacji na wodzie, wzajemne wspieranie się oraz kobiece podejście do dyscypliny obecnie zdominowanej przez mężczyzn. My same od paru lat razem jeździmy po świecie, wspólnie trenujemy i startujemy w międzynarodowych zawodach. Tymczasem pływających Polek jest całkiem sporo, wiele z nich pojawi się właśnie na półwyspie. Stąd warto je integrować.

Festiwal skierowany jest do wszystkich dziewczyn zainteresowanych kitesurfingiem. Zarówno tych nie wiedzących jeszcze, co to za sport i dopiero chcących go poznać oraz już tych pływających. Dlatego do Chałup przyjechały dziewczyny na różnych stopniach zaawansowania - od takich, dla których The Queen of Hel oznaczał pierwsze zetknięcie ze sportem, po zawodniczki startujące w pucharze Polski. W tym roku – oprócz prezentacji i testów sprzętu uczestniczki mogły się także wytańczyć – w trakcie koncertu Bass Astral x Igo, który mocno rozbujał tłum pierwszego dnia, czy też podczas Aloha Polish Hawaii, czyli imprezy w kostiumach inspirowanych Hawajami. Było też wieczorne oglądanie damskich filmów kiteboardingowych. Zwieńczeniem festiwalu był wyścig o tytuł The Queen of Hel i nagrodę główną, czyli o nowiutką deskę. Tytuł królowej Helu przypadł 19-letniej Alinie Ungeheuer. 

- W Polsce zawody są skierowane tylko do profesjonalnych kitesurferów i dziewczyny, które pływają na zasadzie prawo - lewo nie mają możliwości wziąć w nich udziału. My im taką szansę stworzyłyśmy – opowiada Karolina Winkowska. - Dzięki temu zyskały doświadczenie, którego na co dzień raczej, by nie zdobyły. Festiwal z edycji na edycję niesamowicie się rozwija. W tym roku do wygrania były aż cztery deski, ufundowane przez głównych sponsorów. To bardzo wartościowe nagrody, na miarę najlepszych zawodów w Polsce. Od zeszłego roku bardzo dużo dowiedziałyśmy się o naszych polskich kitesurferkach, czego oczekują i wiemy, że dziewczyny chcą pływać właśnie z dziewczynami. Nasz festiwal to dla nich idealne miejsce dla integracji, do dzielenia pasji, czy pierwszych ślizgów. Kolejna edycja na pewno się odbędzie, bo feedback jest naprawdę pozytywny.

Dlaczego kobiety?

Według PZKITE kiteboarding wymyślono w V wieku p.n.e. w Chinach. W Europie po raz pierwszy w 1826 roku użyto latawca do napędu. W Polsce kitesurfing pierwszy boom przeżywał pod koniec lat 90., wtedy zaczęły pojawiać się pierwsze szkółki i nastąpił jego gwałtowny rozwój, który poniekąd trwa do dziś. Jedno jest pewne, to sport, który dostarcza niesamowitej dawki niezapomnianych wrażeń, ekscytuje, inspiruje i co ciekawe, od pewnego czasu jest coraz bardziej popularny wśród kobiet. Według obiegowych opinii, kobiety stanowią tylko 10% w społeczności kitesurfingowej na świecie. Czy podobnie jest w Polsce? 

- Myślę, że w Polsce pływa bardzo dużo kobiet i z roku na rok widać znaczną poprawę w frekwencji. U mnie w szkółce proporcje są następujące: 40 % kobiet i 60 % mężczyzn, a gdy cofniemy się kilka lat wstecz kobieta na spocie była naprawdę rzadkim zjawiskiem. Teraz powoli robi się to normalne – uważa Kasia Lange.

Kiedy wpiszemy w wyszukiwarkę hasło „kobiety i kitesurfing”, czytamy: „sport dla osób dowolnej budowy i kondycji, wystarczy trochę techniki, nie trzeba spektakularnych fizycznych przygotowań, resztę robią siły natury”. Kitesurfing faktycznie jest sportem technicznym, niewymagającym wielkiej siły fizycznej, co dla kobiet, które z natury są nieco słabsze od mężczyzn, daje sporo możliwości.

- Sama jestem najlepszym przykładem – nie należę do najwyższych, ale przez swoją technikę na kajcie wzbudzam respekt u facetów – mówi Karolina Winkowska. - Kobiety wbrew pozorom szybciej uczą się pływać, bo nie podchodzą do tego siłowo, tylko z głową. Faceci często zaciągają bar do siebie, przez co generują większą moc, potem się wkurzają, walczą i szarpią się z kajtem. Dziewczyny z kolei kombinują jak to zrobić żeby się nie namęczyć i żeby było bezpiecznie. Rekompensują siłę techniką, przez co często wygląda to lepiej stylowo i technicznie – dodaje Helena.

Sporą różnicę też widać w wykonywaniu trików. - Dziewczyny mają zupełnie inny styl pływania, my wszystko rozkładamy na czynniki pierwsze. Jak pójdziemy do chłopaka zapytać jak się robi konkretny trik to słyszymy: „no płyniesz, wyskakujesz, kręcisz się i lądujesz”, a jeśli zwrócisz się do kobiety to usłyszysz: „uginasz nogę, kajta ustawiasz sobie w ten sposób, ciało tak, aby był większy zamach, a  jak się wybijesz to przestaw kajta w powietrzu” – my każdy trik robimy krok po kroku, różnymi metodami. Kajt to nie kwestia siły, ale finezji, która jest mocną stroną kobiet – podkreśla Winkowska. 

Polki czy Polacy?

Choć kitesurfing w Polsce uprawia kilkadziesiąt tysięcy osób, z czego w dalszym ciągu większą cześć stanowią mężczyźni, to jednak ten sport należy do tych nielicznych, w których to kobiety osiągają znacznie większe sukcesy na arenie międzynarodowej. Przykład? Wszystkie trzy bohaterki zaliczyły start w pucharze świata we freestyle’u.

- Był taki moment, gdy w pierwszej dziesiątce rankingu pucharu świata znalazły się cztery polskie dziewczyny – Karolina Winkowska, Asia Litwin, Wiktoria Rosińska i ja. Wówczas zaczęły się pojawiać pierwsze artykuły, że Polska to czołowy przedstawiciel kitesurferek na świecie – mówi Helena. 

Faktycznie w 2012 roku na hiszpańskiej Fuertaventurze właśnie te cztery dziewczyny uplasowały się w czołowej piątce po pierwszej eliminacji! Wówczas z pewnością był to największy sukces Polek w zawodach międzynarodowych. 

Warto jednak podkreślić, że kajt nie oznacza jednej dyscypliny, ale całe ich mnóstwo. Główne dwa kierunki to - freestyle, czyli styl dowolny, gdzie oceniane są triki oraz race, czyli po prostu wyścig. Można to porównać do łyżwiarstwa figurowego i łyżwiarstwa szybkiego. Tu i tu są łyżwy, ale w każdej z tych dyscyplin chodzi zupełnie o coś innego. Polki specjalizują się właśnie we freestyle. Chociaż w race też mamy utytułowaną zawodniczkę – Agnieszkę Grzymską. Poza race i freestyle jest więcej konkurencji, ale te dwie dominują. 

W 2020 roku kitesurfing ma znaleźć się jako 11 dyscyplina żeglarska na letnich igrzyskach olimpijskich w Tokio. Nie wiadomo jednak jeszcze dokładnie w jakiej konkurencji. Faworytem jest kiteracing. Także dziewczyny mimo, że uprawiają freestyle wskazują właśnie na race.

- Żeby zorganizować zawody potrzebujemy wiatr o prędkości 15 - 16 węzłów, równy i o stałym kierunku, co jest niezwykle skomplikowane organizacyjnie. Myślę, że race byłby odpowiedni, bo do rozegrania zawodów potrzeba o połowę mniej wiatru. Co jednak najważniejsze wyścig jest bardziej obiektywny dla widza, wygrywa po prostu ten, kto szybciej dopłynie. We freestyle’u wszystko jest subiektywne, są jurorzy i tak naprawdę ciężko spisać konkretne wytyczne, uzasadnić, który trik jest lepszy od drugiego – tłumaczy Helena. - Freestyle to nie tylko sport, ale także sposób życia. Narzucenie pewnych norm i kanonów, które są obecne przy igrzyskach olimpijskich, w postaci sprzętu, zasad, reguł, jest zbyt dużą ingerencją. Kiedy chcesz włożyć freestyle w rubryczki, to wszystko zamienia się trochę w gimnastykę, akrobatykę sportową, którą nie jesteśmy. To jest sport, w którym wyrażasz siebie, masz pomysł, styl, jest tyle bardzo subiektywnych elementów w tej dyscyplinie, że tak naprawdę ciężko byłoby to posegregować w jasne, jednoznaczne kategorie, czy kryteria do oceny – kontynuuje Helena. 

- Nie mówiąc o tym, że osoby, które zazwyczaj uprawiają freestyle albo kitepark po prostu nie chciałyby być na igrzyskach. A o to już nikt nas nie pyta – dodaje Karolina. - Są sporty, które idealnie nadają się pod igrzyska jak na przykład lekkoatletyka, i są też takie, które na igrzyskach kompletnie tracą sens. Uprawiamy freestyle, jeździmy w specyficzne miejsca i tak naprawdę podporządkowywanie się pod wymagania olimpijskie, zastosowanie się do pewnych zasad, jak np. start na takim samym sprzęcie, zupełnie nie ma sensu. Spójrzmy chociażby na surfing, który wszedł do igrzysk. Surfing nie będzie rozgrywać się na falach, w najlepszych warunkach, w naturalnym środowisku, ale na basenie. Przecież to nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Wsadzenie surferów do basenu to zmiana sportu. Osoby szanowane w surfingu uważają, że to najgorsza decyzja dla ich sportu, podejrzewam, że podobnie, a nawet gorzej odbiłoby się to na freestyle’u.

Bezpieczny czy ekstremalny?

W powszechnej opinii panuje pogląd, że kitesurfing to sport nie tylko ekstremalny, ale i niebezpieczny. Każdy wypadek jest mocno nagłośniony, choć statystycznie wcale nie jest ich więcej niż w innych dyscyplinach. Dziewczyny za wszelką cenę starają się zmienić opinie o kajcie. Przyznają, że kiedyś było trudniej, ale dzisiaj to już sport całkowicie bezpieczny.

- Początki faktycznie były zupełnie inne. Nie było systemów bezpieczeństwa, latawce rzeczywiście były bardzo prymitywne, ludzie uczyli się sami, nie było standardów, licencji, czy szkółek – wyjaśnia Karolina. - Myślę, że to taka łatka z przeszłości, bo dzisiaj kitesurfing jest zupełnie bezpieczny i raczej nie ma nic wspólnego ze sportem ekstremalnym. W przypadku pływania amatorskiego, zdecydowanie nie jest to sport urazowy. Kajta uczą się zarówno 8-letnie dzieci, jak i 70-letni dziadkowie –  opowiada.

- Ja z kolei uważam, że są dwa ekstremalne przykłady kitesurfingu. Po pierwsze, latawiec sam z siebie potrafi wygenerować bardzo dużą moc, więc jeżeli nie wiesz jak go użytkować, to po prostu tego nie rób. Tak samo jak nie sadza się dziecka za kierownicą mówiąc: masz, teraz jedź. Druga rzecz dotyczy już osób mocno zaawansowanych. Uprawiają freestyle, wypinając się w powietrzu z dużą mocą i prędkością, faktycznie zaczyna to być ekstremalne – dodaje Kasia Lange. 

- Podstawą bezpieczeństwa w kajcie jest po prostu wyobraźnia i zdrowy rozsądek. Zanim zrobisz cokolwiek musisz się zastanowić jakie będą tego konsekwencje. Ludzie boją się wszystkiego czego nie rozumieją, tak jak zjawisk paranormalnych, a wydaje mi się, że większość właśnie nie rozumie jak działa kajt, bardzo często słyszę pytanie od ludzi, którzy nie znają tej dyscypliny: „Jak to robisz, że nie odlatujesz?” – Nie odlatuję, bo się nie da! – mówi  z kolei Helena. 

Jak zapewniają dziewczyny, widowiskowość zupełnie nie świadczy o poziomie ekstremalności. Kitesurfing jest jednak sportem szczególnym, bo umożliwia szeroki zakres aktywności nie tylko na wodzie, ale również na lądzie (landkiting), czy śniegu (snowkite). Na pierwszy rzut oka niedostępny i nieposkromiony, przy bliższym poznaniu staje się cudownie posłuszny. 

 

- Kitesurfing nie jest trudny, szczególnie dla kobiet. Dlatego wszystkie panie i nie tylko zapraszamy na Hel! – mówią zgodnie dziewczyny.