Górskie wędrówki

Autor:
Przemysław Miarczyński

Choć żeglarstwo to sport kojarzony jednoznacznie z wodą i wiatrem wcale nie oznacza, że w listopadzie zapadamy w sen zimowy. Wręcz przeciwnie. To okres intensywnej pracy nad poprawą kondycji.

Do tego właśnie służą zimowe zgrupowania. A jak zima to i góry. Tak też było i tym razem. Końcówkę listopada najlepsi polscy żeglarze olimpijscy spędzili na jesiennym zgrupowaniu kadry PZŻ w Szczyrku. Zgrupowanie miało na celu spokojne wdrożenie się w sezon 2018, ale także zaleczenie ewentualnych wcześniejszych kontuzji. Osób z kontuzjami na szczęście nie było zbyt wiele. Z założenia miał to być delikatny rozruch, a  skończyło się tak jak zwykle, czyli dość intensywnie. Uwierzcie mi, nie jest łatwo powstrzymać grupę młodych, pełnych energii i żądnych rywalizacji ludzi przed wbieganiem na najwyższe górki znajdujące się w okolicy. Dotyczy to również trenerów, tych mniej oraz bardziej doświadczonych, którzy wciąż starają się aktywnie spędzać wolny czas.

Jak wyglądał nasz treningowy dzień? Zaczęliśmy od wejścia albo raczej przebieżki na Klimczok. Po drodze na pierwszą górkę okazało się, że niektórym łatwiej jest biec niż iść - nawet w najbardziej stromych momentach. To spowodowało, że większość z nas rozpoczęło zgrupowanie od pracy na najwyższych obrotach i na takich też dojechaliśmy do końca obozu. W kolejnych dniach niejednokrotnie zaliczaliśmy wspomniany wcześniej Klimczok, Skrzyczne, Malinowską Skałę czy Przełęcz Salmopolską. Początkowo, planując kolejne marszobiegi zastanawialiśmy się w jakim czasie jesteśmy w stanie pokonać wybrane dystanse np. Centralny Ośrodek Sportu Szczyrk - Skrzyczne - Malinowska Skała - Przełęcz Salmopolska. Według czasu wskazanego na mapie oraz tablicach informacyjnych na szlaku taka wycieczka powinna nam zająć około 3h 40 min. Po dwóch wycieczkach zorientowaliśmy się, że przelicznik jest dość prosty, ponieważ zajmowało to nam mniej więcej połowę określonego na mapach czasu. Tak to jest jak wypuści się „dzieci Posejdona” na nowy grunt! 

Z kolei część „niebiegowa” ekipy, mimo mało sprzyjającej pogody pokonywała nieco większą ilość kilometrów na rowerach. Poza zajęciami w terenie sporo czasu spędzaliśmy na siłowni, basenie oraz na grach zespołowych, które nadal należą do tych aktywności, które najbardziej scalają i budują pozytywne relacje. W trakcie całego pobytu trafiła się również pojedyncza sesja w squasha – oj tak, polecam każdemu! Daje w kość, nawet ci najbardziej wytrwali poczuli skutki następnego dnia (śmiech).

Na koniec trochę prywaty. Oczywiście, góry są fajne, ale mimo wszystko tęsknie za wodą, naszymi ulubionymi akwenami, i po cichu odliczam dni do kolejnego sezonu. Bądź co bądź, zimowe zgrupowania to może drobny, ale jakże ważny element przygotowań. Jako trener obserwuję pozytywne zmiany kondycyjne u moich podopiecznych i jestem przekonany do tego, żeby w kolejnych latach przynajmniej raz w roku w miarę możliwości planować podobne zgrupowania – oddech, świeże spojrzenie i kondycyjny zastrzyk mocy! A wiemy, że taki często się przydaje