Oceaniczny tłok

Autor:
Zbigniew „Gutek” Gutkowski

Dawno na oceanach nie było takiego tłoku. Wystartowało Volvo Ocean Race, trwają też francuskie regaty dwuosobowe - Transat Jacques Vabre, w których startują tacy „wyjadacze” jak Bernard Stamm czy Thomas Coville. Oprócz tego żeglarze płyną w etapowych regatach dookoła globu Clipper Round The World Race, gdzie poza jednym profesjonalnym skipperem, załoga składa się z amatorów, którzy co prawda ukończyli profesjonalne szkolenia, ale płyną bardziej dla spełnienia marzeń niż śrubowania wyniku. Trwa ARC (Atlantic Rally for Cruisers), czyli słynne regaty przez Atlantyk i powoli kończą się słynne Mini Transat, tzw. kuźnia talentów.

Poza tym nie brakuje startów indywidualnych. 4 listopada na wokółziemską trasę wyruszył trimaran MACIF a na nim wytrwały Francois Gabart, który chce pobić zeszłoroczny rekord Coville’a. Żeby to zrobić musi wrócić przed wigilią Bożego Narodzenia, więc wszystko rozegra się na przestrzeni najbliższych kilkunastu dni. Inny żeglarz, który lada dzień wystartuje to Yves le Blevec. Cel? Rejs dookoła świata, ale „w drugą stronę” (taki plan miał Roman Paszke, ale niestety nie wyszło) pierwszy raz na wielokadłubowcu. 

Jak sami widzicie, dzieje się! Ale niestety nadal brak polskiego akcentu. Przepraszam. Płynie jeden rodzynek, za którego zresztą bardzo mocno trzymam kciuki. Szymon Kuczyński to nasz jedyny przedstawiciel na wielkiej wodzie, płynie po rekord, ale to nie są światowe regaty, bo o tym głównie mowa. Jedynym powiązaniem Polski z regatami oceanicznymi jest fakt, że francuz Ian Lipiński, który wygrał Mini Transat ma polskie nazwisko. Tak, niestety…

Kilkanaście lat temu jak płynąłem w The Race było podobnie i wtedy myślałem, że dzisiaj tego problemu już nie będzie. Cóż, wygląda na to, że trzeba jeszcze trochę poczekać. Fakt jest taki, że kraj do bogatych nie należy, więc albo trzeba mieć bogatego wuja, który będzie dobrym sponsorem albo trzeba przekonać władzę do swojego pomysłu i przekonać, że to właściwa forma promocji kraju. Teraz istnieje cień szansy, że w końcu zaistniejemy w dużych światowych regatach. Miejmy nadzieję, że startujący w przyszłym roku projekt Polska 100 poprawi polską statystkę na oceanach. Fajnie byłoby, gdyby spełnił się w 100% . 

 

Póki co, wszystkie polskie wystąpienia są niestety bardziej marketingowe niż sportowe. Zacznijmy od ORC, a później szykujmy się na więcej – myślę, że to jest odpowiednia droga.