Polska Ekstraklasa Żeglarska Do czterech razy sztuka

Autor:
Maciej Cylupa

Za nami kolejny sezon żeglarski, a wraz z nim trzecia edycja Polskiej Ekstraklasy Żeglarskiej. Ten młody projekt na polskiej scenie regatowej cieszy się bardzo dobrymi opiniami, choć sukcesu frekwencji nie ma. Nie udało się osiągnąć zakładanej liczby 16 załóg. Dlaczego? – zastanawia się Maciej Cylupa, jeden z organizatorów.

Idea Polskiej Ekstraklasy Żeglarskiej powstała jesienią 2014 roku na bazie sukcesu ligowych projektów w Europie, głównie w Niemczech, gdzie tamtejsza Segel Bundesliga (18 klubów) rosła w siłę, a klubów chętnych do startu było tak dużo, że uruchomiono eliminacje do startu w drugiej lidze, gdzie o prawo startu walczy kilkadziesiąt klubów!

Polską ligę udało się uruchomić w 2015 roku z połączenia sił MT Partners z Gliwic (organizatora Polish Match Tour, armatora 6 jachtów TOM28 w Szczecinie) oraz GSC Yachting (wtedy nowej firmy, organizatora Biznes Ligi Żeglarskiej w Sopocie, armatora 6 jachtów Delphia24OD). Takie połączenie było kompromisem rozwiązującym problem braku floty składającej się z minimum sześciu, a najlepiej ośmiu jednakowych mobilnych jachtów regatowych klasy zbliżonej do np. J70, używanych powszechnie w Europie do rozgrywek ligowych. Udało się uzyskać patronat Polskiego Związku Żeglarskiego, a w związku z tym nadać rozgrywkom rangę Mistrzostw Polski. Po raz pierwszy w historii polskiego żeglarstwa tytuł mógł wygrać klub i zgłoszona do startu kadra 20 żeglarzy. Dokładnie tak jak w każdym innym sporcie zespołowym jak piłka nożna, siatkówka czy koszykówka. 

Każdy sezon składa się z 4 regat rozgrywanych w Szczecinie, Sopocie, Świnoujściu i Gdyni. Zespoły startują na dostarczonych, przygotowanych i serwisowanych przez organizatora jachtach regatowych. To z pozoru proste rozwiązanie umożliwia start każdemu, nie potrzeba inwestycji w swój jacht, przyczepę, samochód i wszystko co się wiążę z posiadaniem własnej regatówki. To co jest plusem i ułatwieniem dla zawodników, jest bardzo dużym i trudnym obciążeniem dla organizatora. Inwestycja w jachty, utrzymanie ich w jednakowym stanie w gotowości do żeglugi sportowej na wysokim poziomie, bieżące remonty i naprawy, wymiana  żagli itd. powodują konieczność zgromadzenia odpowiednich środków finansowych, wiedzy i ekipy ludzi do obsługi.

Regaty odbywają się w formie przesiadkowej według przygotowanego schematu, w ten sposób mimo tylko 6 jachtów w jednych regatach ściga się kilkanaście zespołów, wymieniając się jachtami co wyścig przez co dodatkowo wyrównuje się szanse wynikające z ewentualnych minimalnych różnic w ich osiągach. 

Wyścigi rozgrywane są na bardzo krótkiej trasie, trwają od 10 do 20 minut co powoduje, że są bardzo dynamiczne, emocjonujące a każdy błąd może kosztować utratę zajmowanego miejsca. Takich wyścigów w ciągu 2 dni
 rozgrywa się ok 20. Rekord padł w tym sezonie w Świnoujściu gdzie rozegrano ich aż 27!. Wszystkie sędziowane są przez arbitrów na wodzie, podążających za flota na motorówkach i podejmujących decyzję o nałożeniu lub nie kary od razu na wodzie, analogicznie do regat meczowych. Takie sędziowanie jest tendencją ogólnie widoczną na świecie łącznie z regatami olimpijskimi. W ten sposób eliminuje się wiele nagannych zachowań przekroczenia przepisów na wodzie, nie przedłuża się regat o protesty na brzegu, a wynik wyścigu i regat jest znany od razu po ich zakończeniu, na czym zyskuje widowisko i kibice. Ale każdy kij ma dwa końce, sędziowie muszą mieć odpowiednią wiedzę i doświadczenie, aby móc podejmować właściwe decyzje od razu na miejscu incydentu, a tych akurat w Polsce można policzyć na palcach jednej ręki. 

Mistrzem Polski zostaje ten klub, który w czterech regatach zgromadzi najwięcej punktów w rankingu. Pierwsze cztery kluby automatycznie dostają prawo startu w prestiżowych regatach Sailing Champions League rozgrywanych w Porto Cervo, St. Petersburgu i St. Moritz na jachtach J70.

Pierwszy sezon 2015 padł łupem Yacht Clubu Sopot, który rzutem na taśmę w ostatniej eliminacji w Sopocie pokonał Yacht Club Polski Szczecin i Jacht Klub Wielkopolski, a łącznie sklasyfikowano 11 klubów. 

Drugi sezon był najbardziej wyrównanym, przed ostatnimi regatami zwycięzcami mogły zostać aż 5 klubów, ale niespodziewanie zwycięzcą został AZS Politechnika Gdańska przed Jacht Klub Kamień Pomorski i MBSW Giżycko. Sklasyfikowano 13 klubów.

Tegoroczny trzeci sezon to powrót na tron załogi Yacht Club Sopot ponownie przed Jacht Klub Kamień Pomorski i MOS Iława. I znów o sukcesie zdecydowały ostatnie wyścigi, a Sopot wygrał awansując z trzeciego miejsca, jednocześnie detronizując Kamień Pomorski, który liderował przez cały sezon.  Wystartowało 12 załóg, czyli minimalnie mniej niż rok wcześniej.

Wśród zawodników zobaczyliśmy wielu znanych i utytułowanych sterników z regat meczowych i flotowych. Warto wspomnieć takie postacie jak Rafał Sawicki, Marek Stańczyk, Łukasz Wosiński, Szymon Szymik, Karol Górski, Patryk Zbroja, Tymon Sadowski, Szymon Jabłkowski i wielu innych. Wiele załóg mniej doświadczonych i utytułowanych startowało, aby zdobyć cenne doświadczenie, opływać się na takich jachtach i w takiej stawce oraz po prostu doskonale się zabawić. Wszyscy bez wyjątku oceniają regaty jako super rywalizację z doskonałą organizacją i wysokim poziomem sportowym, a w dodatku dostępną dla każdego, łatwą logistycznie formą ścigania regatowego. Poziom zespołów oczywiście był różny, ale czołowe 4-5 klubów toczyło bardzo zacięte pojedynki, a fakt, że każdy sezon i tytuł Mistrza Polski rozstrzygał się w ostatnich wyścigach świadczy o bardzo wyrównanej walce.

 

Dlaczego skoro jest tak dobrze to jednak nie jest tak jak sobie założyli organizatorzy? Powodów jest kilka, a problem wielowarstwowy, ale możemy pokusić się o szybką analizę tych najczęściej zgłaszanych.

  1. Kluby – stan polskich klubów jest powszechnie znany, w większości życie klubowe i współpraca nie wyglądają tak jak kiedyś, wszystko opiera się na prywatnych funduszach, a kluby skupiają się na utrzymaniu infrastruktury, pobieraniu opłat za postój i zimowanie oraz przetrwanie do kolejnego sezonu. Sekcje regatowe finansują zawodnicy, a raczej ich rodzice. Kluby nie maja zasobów, aby wyłonić kadrę i wysłać ją na taka imprezę jak PEŻ. Jeśli nie znajdzie się załoga, grupa zapaleńców która za własną kasę zdecyduje się wziąć udział i reprezentować jakiś klub to inaczej to nie działa. 
  2. Budżet – to problem powszechny, prawie każdy boryka się z brakiem finansowania, sponsorów itd. Start w PEŻ to jednak są koszty niższe niż w klasach sportowych typu Skippi, Delphia czy Micro. Wpisowe to wprawdzie na pierwszy rzut oka bardzo dużo bo 5 tys. zł za cztery regaty, ale odpada nam koszt posiadania własnego jachtu, remontów, bieżących napraw, wymiany osprzętu, transportu na miejsce, wodowania nierzadko dźwigiem itp. Sezon w konkurencyjnej sportowej łódce w Delphii24 czy Micro to pewnie koszt minimum 30 tyś PLN. Sezon PEŻ można zamknąć kwotą 15-20 tyś na 4 osobową załogę, nie licząc komfortu i zaoszczędzonego czasu. Wszak na regaty PEZ często przyjeżdża się… pociągiem ! Więc jeśli ktoś umie liczyć i ma wybór miedzy kupnem jachtu regatowego a startem w PEŻ, powinien wybrać PEŻ. A nie wybiera… czemu?
  3. Wysoki poziom zawodników – wiele ekip rezygnuje ze startów, bo zdają sobie sprawę, że nie znają jachtów i ich umiejętności nie są tak dobre aby pokonać zawodników tej klasy jak wymienieni wcześniej. To oczywiście osobista decyzja danej ekipy czy lepiej ścigać się z lepszymi, uczyć się i zdobywać opływanie w takiej stawce czy lepiej brać udział w regatach gdzie szansa na wygraną jest dużo większa i mieć z tego taką frajdę. W regatach PEŻ niestety w większości Ci którzy nie wygrywają raczej decydują się zrezygnować, dlatego tym którzy zostają, walczą i podnoszą swój poziom należą się wielkie brawa. Bo gdzie się można lepiej i szybciej uczyć pływać niż z najlepszymi na jednakowym sprzęcie?
  4. Daleko na regaty – takie argument też pada - że Świnoujście i Szczecin to jest daleko… Ja pochodzę ze Śląska i zawsze na regaty dojeżdżaliśmy i wracaliśmy ostatni, bo z łódką na haku podróż zajmowała 10-12h, czyli 2-3 razy dłużej niż załogom z Pomorza, Mazur czy Warszawy. Więc dla mnie ten argument sprowadza się do chęci i ambicji, zresztą co ma powiedzieć załoga DŻYGIT-a z Białegostoku? A jeżdżą i nie odpuszczają! 
  5. Braki osobowe – to jest obiektywny problem, który dotyka wiele zespołów. Brak jest doświadczonych, dysponujących czasem i potrafiących się zdeklarować do startów załogantów. Znowu wracamy do klubów, które nie zatrzymują swoich wychowanków i nie mają szerokiej kadry. Szkoda, bo do sezonu Ekstraklasy można zgłosić aż 20 zawodników więc praktycznie na każde regaty może przyjechać kompletnie inna załoga, aby walczyć o tytuł dla klubu. Poza tym jak historia pokazuje, liczą się chęci, bo wielu zaczynało swoja przygodę na regatach bez doświadczenia i umiejętności, a dzisiaj są wziętymi zawodnikami. Znowu kwestia ambicji i odwagi aby spróbować, a warto! Oczywiście lista problemów na pewno jest dłuższa, każdy ma swoje plany, problemy czy ograniczenia. Ale pływanie na sprzęcie powierzonym, monotypowym to najtańsza i najbardziej wygodna forma ścigania. Regat Ekstraklasy są cztery w sezonie, to dla bardzo ambitnych za mało, ale dla innych w sam raz, aby dobrze się pobawić i utrzymać umiejętności na dobrym poziomie. Tym którym mało można polecić ligi regionalne w Sopocie, Szczecinie i Rybniku, rozgrywane analogicznie do Ekstraklasy na dostarczanych jachtach, przesiadkowo na krótkiej trasie. A takich regat w każdej lidze jest od 4 do 8, wiec sumarycznie można wystartować w 12 porządnych regatach w sezonie nie mając jachtu i jeśli trzeba co chwila zmieniając załogę.

 

Kolejny czwarty sezon przed nami, w styczniu możemy spodziewać się szczegółów, dat i lokalizacji i miejmy nadzieję, że frekwencja będzie rosnąc, pracujemy nad tym intensywnie.