Psy szczekają, karawana jedzie dalej

Autor:
Tomek Janiak

Nie sposób nie odnieść się do zamiarów World Sailing (WS), który po raz kolejny zamierza wprowadzić zmiany w klasach olimpijskich, tym razem na IO w Paryżu w 2024. W poniższym felietonie chciałbym poruszyć kwestię memu sercu najbliższą, czyli zastąpienia klasy RS:X  kiteracingiem, bo taki wszak jest docierający do nas przekaz medialny, niekoniecznie prawdziwy. Całe to zamieszanie, deklaracje, listy, petycje, spekulacje - przypominają mi sytuację z maja 2012 r., kiedy kiteracing stał się na pół roku sportem olimpijskim.

Wszystko co się wokół tego w tej chwili dzieje to decyzje „polityczne”, na które niestety nie mamy większego wpływu. Strategia oraz działania WS są kompletnie niezrozumiałe dla ogółu. Mam natomiast świadomość, że za konkretnymi decyzjami stoją niemałe pieniądze oraz lobbing poszczególnych grup interesów. Natomiast konfrontacja: windsurfing vs kitesurfing, doprowadza do niepotrzebnych animozji między dwoma środowiskami. Niestety właśnie media „podkręcają” taką atmosferę. Sami zawodnicy na poziomie wyczynowym, których bezpośrednio dotyczy ta sprawa, nie podchodzą do tego aż tak emocjonalnie, robią swoje. Jeżeli będzie trzeba, zmienią klasę i dalej będą się ścigać. Konkurencja będzie jedynie większa i nie wszyscy się w tym odnajdą. Dojdą nowe twarze i „karawana będzie jechać dalej”. Nie należy jednak zapominać o klubach, dla których taka transformacja może okazać się dużo trudniejsza.

Środowiska wind i kite, mimo różnic sprzętowych są bardzo pokrewne, często są to ludzie uprawniający z powodzeniem obie dyscypliny, kajciarze to przecież bardzo często „byli” windsurferzy. Uważam, że windsurferom bliżej jest do kitesurferów, niż chociażby do fina, czy lasera. Z tego właśnie powodu w tym całym wyścigu o medale olimpijskie, te dwa środowiska powinny połączyć siły i komunikować się jednym głosem: „jesteśmy młodzi,  innowacyjni,  dynamiczni,  kolorowi, to nas chcą media pokazywać i to nasze dyscypliny są powszechnie uprawiane na świecie”.

Oczywiście, jeżeli o mnie chodzi to jak najbardziej utrzymałbym windsurfing na IO, ale obowiązkowo jako klasę „latającą”. Swoją drogą RS:X sam sobie „strzela” samobója. Już dawno ta ciężka, przestarzała konstrukcja powinna przejść metamorfozę i zacząć latać (niekoniecznie jednak jako RS:X Convertible, bo to kolejny monopol). Windfoil powinien mieć swój debiut już w Tokio 2020, ale decydenci przespali temat. Wszystko powyższe jest w moim mniemaniu wypadkową tego, że WS nadal jest w większości zramolałą instytucją, dla której wprowadzanie jakichkolwiek zmian jest po prostu niewygodne. We władzach pojawiają się co prawda nowi, młodzi ludzie z otwartymi umysłami, ale w obliczu potężnego lobbingu są jak na razie mało skuteczni.

Kiteracing natomiast już dawno powinien być klasą olimpijską. Od kilku lat ścigamy się na wysokim poziomie organizacyjno- sportowym, jesteśmy najszybszą klasą regatową na świecie, jednocześnie najtańszą, kompaktową i mobilną, i co ważne, powszechnie uprawianą. Jak do tej pory (od 2012 r.) wszystkie  zaplanowane regaty rangi MŚ, ME czy PŚ udało się rozegrać, nie było żadnych odwołanych z powodu braku wiatru. Ścigaliśmy się przy wiatrach od 5 do 40 knts, onshore, offshore, w najróżniejszych miejsach na świecie. Do szczęścia brakuje wprowadzenia sprzętu w koncepcji „white board”. Takie rozwiązanie „zamroziłoby” sprzętowy wyścig zbrojeń, jednocześnie angażując wielu producentów i ograniczając praktyki monopolowe (casus RS:X). Argumentów za wprowadzeniem kiteracingu na IO jest dużo więcej. Dla osób na bieżąco obserwujących „scenę” kiterace, widoczna gołym okiem jest dominacja Francuzów. Oczywiste zatem, że mając najliczniejszą oraz najmocniejszą flotę na świecie w kiteracingu, Francuzi jako gospodarze IO będą zabiegać o wprowadzenie kajta do programu igrzysk, to przecież „murowany” medal, a może nawet  i medale.

Wiele osób zastanawia się czy nie lepiej byłoby chociażby zrezygnować z Finna, na którym pływa zaledwie garstka osób w porównaniu z windsurfingiem czy wciąż rosnącym w sile kitesurfingiem. Podejmowano już takie próby, jeden z naszych czołowych finnistów oficjalnie żegnał się już z klasą, zresztą w bardzo oryginalnym stylu. Okazało się, że to falstart. Nie mi oceniać, co jest lepsze, a co gorsze, bo trzeba by zadać kolejne pytanie: dla kogo lepsze, a dla kogo gorsze? Uważam, że z jednej strony nie można zawodnikom robić przysłowiowej wody z mózgu i żonglować ich karierami w imię własnych interesów. Z drugiej natomiast, zawodnicy powinni mieć świadomość nieuchronności zmian sprzętu, czy formatów, tym bardziej w dzisiejszych, dynamicznie zmieniających się czasach. Dzisiaj wszystko jest koniunkturalne, można się na to obrażać albo zaakceptować i próbować zaadoptować. Wystarczy spojrzeć na akweny, plażę, obserwować, na co młodzież w tej chwili łapie „zajawę”. Na pewno nie jest to klasyczne żeglarstwo. Jeżeli żeglarstwo chce być atrakcyjne, ciekawe i zrozumiałe w dzisiejszych czasach, w których społeczeństwo jest permanentnie ogłupiane tanią, tandetną rozrywką serwowaną przez media, musi się zreformować. I to jest właśnie zadanie WS. 

Idealnie byłoby, gdyby kajt wprowadzany był na IO przez własną federację (IKA) jako kolejny event, a nie musiał „wyszarpywać” medalu z WS. Sytuacja jest o tyle dziwna, że z jednej strony WS wciągnęło kiteracing do grona zarządzanych przez siebie dyscyplin żeglarskich, z drugiej strony, nie chce wygospodarować dla kajta medalu olimpijskiego. Wszystko co się w tej chwili dzieje w wewnątrz WS, odbywa się pod wpływem nacisków ze strony MKOL, które oczekuje od żeglarstwa wspomnianej atrakcyjności, dynamiki i nowoczesności. W takie potrzeby idealnie wpisuje się właśnie  kiteracing i windsurfing. Mam wrażenie, że w obecnym status quo, w rozgrywce z reklamodawcami oraz MKOL, to bardziej WS potrzebuje kajta w swojej „talii kart” niż kajt przynależności do WS.

Dla mnie jako trenera kadry Polski kiterace, scenariusz zakładający zamianę windsurfingu na kajta nie jest wymarzony. Łańcuch pokarmowy jest znany i oczywisty, być może dla niektórych brutalny. Substytutem konfliktów zbrojnych rozgrywających się w dawnych czasach jest w tej chwili „ucywilizowana” wojna, która odbywa się na arenach sportowych. To „wojna” o medale olimpijskie, w której Ministerstwo Sportu (MSiT) wydaje pieniądze na zbrojenia, aby wygrać tę wojnę. Jako instytucja państwowa dysponuje środkami finansowymi z naszych podatków, wspierając związki sportowe, m.in. PZŻ. Oczekuje medali, czyli trofeów wojennych. Jest oczywiście sporo innych celów, m.in. rozwój i popularyzacja kultury fizycznej i zdrowego trybu życia, ale to właśnie medale dla poszczególnych związków są tym, dzięki czemu tak naprawdę są w stanie utrzymywać sport wyczynowy. Związek sportowy koncentruje się, więc w pierwszej kolejności na wspieraniu konkurencji, które mają realną szansę wrócić z wojny z tarczą.

Kadra Polski RS:X to zawodnicy na najwyższym sportowym poziomie, okupujący regularnie najwyższe miejsca w zawodach, zwycięzcy MŚ i ME, medaliści IO. Nie jest tajemnicą, że w głównej mierze to właśnie dzięki tym wynikom żeglarstwo wyczynowe ma finansowanie z ministerstwa, a co za tym idzie, szkoda by było z tego rezygnować. Łańcuch pokarmowy teoretycznie zamyka się. Decydenci w związkach sportowych nie powinni jednak zapominać o wspieraniu rozwoju innych klas, które w przyszłości również mogą być kopalnią medali, i zapewniać „byt”. W polskim kiteracingu trenujemy i szkolimy młodych zawodników, dla których celem długo terminowym są właśnie medale na Igrzyskach Olimpijskich w 2024. Perspektywa niby odległa, ale jak najbardziej realna. Teoretycznie zdziwiłbym się, gdyby kiteracing nie pojawił się w programie IO 2024 w Paryżu, w praktyce, jak życie już nie raz pokazało, wszystko jest możliwe. Na tym etapie nie podniecamy się tym za bardzo i robimy swoje. Podsumowując, przewiduje następujący scenariusz: windsurfing oczywiście zostanie w programie IO, ale na pewno nie jako RS:X czy RS:X Convertible, tylko jako latająca klasa typu „white board”, z formatem rozgrywania wyścigów podobnym do slalomu. 

 

Kiteracing zadebiutuje natomiast na IO w Paryżu z jednym lub dwoma medalami jako Formula Kite (Kite Foil) z wyścigami w formacie „short track”. Czas pokaże. Ot, taka to moja ocena tego całego cyrku, w którym bierzemy udział.