Kadra RS:X też zmienia dechy. Paweł Tarnowski

Autor:
wślizgu

FOIL

Sezon 2017 kończył się późno, bo dopiero w połowie października zawodami Pucharu Świata w Gamagori (Japonia), natomiast już na początku stycznia wylądowaliśmy na Florydzie, gdzie w Miami rozpoczęły się kolejne regaty Pucharu Świata. Jest to druga z czterech imprez cyklu 2018 (pierwsza odbyła się właśnie w Gamagori, trzecia rusza w kwietniu we Francuskim Hyeres, a finał planowany jest na czerwiec w Marsylii). Aby podtrzymać formę i kontakt z wodą, ruszyliśmy w grudniu 2017 na Lanzarote. Na zgrupowanie oprócz klasycznego RS:Xa zabraliśmy również ostatnią propozycję monotypową od firmy Neilpryde, czyli RS:X Convertible. To deska na hydroskrzydle z żaglem slalomowym wielkości 7.8m2. Codzienne poranne treningi na sprzęcie olimpijskim RS:X urozmaicaliśmy popołudniowymi sesjami na hydroskrzydłach. Prawa fizyki przy pierwszych halsach nie były po naszej stronie, a wszystko dlatego, że zaraz po wybraniu żagla sprzęt zamiast płynąć po tafli wychodzi na wysokość jednego metra ponad wodę i w mgnieniu oka rozpędza się do sporych prędkości. Każda utrata balansu w takiej sytuacji kończyła się mocną glebą. Na szczęście po kilkunastu minutach nauki mogłem już spokojnie cieszyć się lewitacją w powietrzu. Pierwsze wrażenia bardzo pozytywne. Sprzęt dosłownie leci nad wodą, a dookoła kompletna cisza. Słychać tylko delikatny świst karbonowych części konstrukcji podwodnej lotki przecinającej taflę wody niczym miecz. Pływa się bardzo podobnie, jednak prędkościowo windfoil prezentuje się dużo lepiej niż jakakolwiek inna odmiana windsurfingu. Dzieje się tak dzięki zmniejszonym praktycznie do zera oporom wynikającym z tarcia deski i wodę. Tutaj fizyka działa już na naszą korzyść i ewidentnie daje do zrozumienia, że mniej wiatru oraz mniejszy żagiel wystarczy, aby płynąć szybko, ostro na wiatr i mieć frajdę prawie jak podczas dobrego sztormowego dnia. 

WAVE 

Lanzarote zaszczyciła nas nie tylko dobrym wiatrem, ale również piękną falą. Jednego dnia pływając przy południowo-zachodnim cyplu wyspy („Faro Pechiguera”) natrafiliśmy na shorebreak z elegancką falą momentami dochodzącą do 5m i łamiącą się stopniowo na całej długości rafy. Na zgrupowaniach Kadry Narodowej nie ma za bardzo czasu na sesje surfingowe, jednak takiej okazji nie mogłem odpuścić. Nie mając innego sprzętu zaliczyłem sesję w dość nietypowym wykonaniu. Trzymetrowa, szeroka deska olimpijska ważąca 20kg oraz żagiel 9,5m2 nie jest stworzony do pływania dyscypliny wave, ale dla tych kilku chwil na fali było warto. Każdy kto uprawia surfing w jakiejkolwiek odmianie wie, o czym mówię!

 

 

 

 

Autor

galeria