W poszukiwaniu prędkości. Darren Bundock

Autor:
Klaudia Krause

Korzystniejsze jest to, by silniejsza osoba pełniła bardziej fizyczną rolę na łódce. Dziewczyny muszą nabrać pewności w żeglowaniu z wiatrem i nie bać się wyciskać z łódki maksimum mocy, wtedy będą sterowały coraz częściej. Już za jakiś czas będziemy to oglądać – mówi Darren Bundock. Siedmiokrotny mistrz świata w klasie Tornado, dwukrotny srebrny medalista olimpijski, zdobywca Pucharu Ameryki w zespole Oracle, a wkrótce trener australijskiej kadry w olimpijskiej klasie Narca 17. w ekskluzywnym wywiadzie dla W Ślizgu! opowiada m.in. o kontrowersjach wokół Nacry,  damsko – męskich załogach, szalonym technologicznym wyścigu i … Sopocie, w którym testował nowe polskie katamarany jednoosobowej A-klasy firmy Exploder.

Zacznę nie od Ciebie, ale naszych żeglarzy. Jak oceniasz szanse Polaków w Rio? Znasz naszych reprezentantów?

Nie wiem czy istnieje jakaś załoga reprezentująca Nacrę 17 w Polsce.

Niestety, jeszcze się nie doczekaliśmy.

Nie znam wielu polskich żeglarzy, ale wiem, że macie bardzo dobrych windsurferów. Mam nadzieję, że pojawią się polskie załogi na Nacra 17 w najbliższym czasie, bo widzę, że macie ku temu naprawdę dobre warunki.

Obecnie olimpijski katamaran to właśnie Nacra 17, która zastąpiła Tornado. Czy ta zmiana była dobrym posunięciem? 

Wiem, że była taka propozycja, zarówno ze strony Nacry (firmy), jak i od przewodniczących klasy. Widziałem prototyp Nacry 17 z foilami i były to bardzo podobne miecze oraz stery do tych używanych obecnie w A-klasie. Myślę, że byłby to dobry zestaw. Będę rozczarowany jeżeli do tej zmiany nie dojdzie, uważam, że na igrzyskach wszystko powinno być na najwyższym sportowym poziomie, a obecnie w żeglarstwie jest nim latanie, czy to w America’s Cup, czy w A-klasie. Oczekuję, że pójdziemy tą drogą, większość żeglarzy jest tego zdania, a każdy kto próbował latania pokochał je jak tylko przyzwyczaił się do innego trybu prowadzenia łódki i prędkości jaka temu towarzyszy.

Czemu akurat Nacra 17?

Najważniejszym kryterium było to, żeby łódka była przystosowana do ścigania się w załodze mieszanej, czyli kobieta i mężczyzna. Oczywiście, że wolelibyśmy mieć dwie klasy olimpijskie katamaranów, męską i kobiecą, ale z maksymalną liczbą żeglarskich klas olimpijskich wynoszącą 10 jest to w tej chwili niemożliwe. Mieszana załoga okazała się być całkiem udanym rozwiązaniem, na początku też miałem swoje wątpliwości odnośnie takiej współpracy na łódce, ale w większości krajów ta koncepcja funkcjonuje naprawdę dobrze. Dzięki temu klasa zwraca sporo uwagi mediów, ponieważ jest w niej coś nowego. Mieszane załogi dobrze czują się na tej łódce, jest odpowiednio przystosowane fizycznie, z kolei Tornado było za duże. Kobiety pływają na sterze, ale w wielu najlepszych załogach są załogantkami i dają sobie radę, a z zakrzywionymi mieczami tworzącymi noszenie, podwójnym trapezem i genakerem ta łódka jest bardzo szybka i ekscytująca w żegludze z wiatrem. Nie łatwo buduje się nową flotę klasy olimpijskiej na świecie, bo na igrzyskach ostatecznie wystartuje 20 załóg, po jednej z każdego państwa, ale uważam, że Nacra była dobrym wyborem.


Nacra jest wymagająca fizycznie, szczególnie dla załoganta. Jednak tak jak wspomniałeś w czołowych załogach to dziewczyny obsługują żagle, a mężczyźni sterują, dlaczego tak się dzieje?

Myślę, że powodem jest to, że większość topowych zawodników wywodzi się z klasy Tornado i mają duże doświadczenie w katamaranach. Uważam, że te proporcje się zmienią w ciągu następnych kilku lat, korzystniejsze jest to, by silniejsza osoba pełniła bardziej fizyczną rolę na łódce. Dziewczyny muszą nabrać pewności w żeglowaniu z wiatrem i nie bać się wyciskać z łódki maksimum mocy, wtedy będą sterowały coraz częściej. Już za jakiś czas będziemy to oglądać.

Słychać opinie, że Nacra jest droga w utrzymaniu, nietrwała i by skutecznie wygrywać powinno się mieć dwie łódki na sezon. Chodzi o niską jakość wykonania? 

To, że jest tylko jeden producent sprzętu zawsze niesie ze sobą pewne trudności. Ciężko jest produkować sprzęt one design, tak by wszystkie łódki faktycznie były identycznie. Na przykład żagle projektowane są komputerowo, ale zszywane i klejone są już ręcznie, więc ciężko jest kontrolować czy każda sztuka jest wykonana poprawnie. Są lepsze i gorsze żagle. Generalnie większość żagli jest dobra, ale zdarzają się sytuacje, że wciągasz żagiel na maszt, oglądasz i od razu ściągasz, bo nie nadaje się do ścigania. Na początku były różne niedogodności, ale to chyba naturalne jak pojawia się nowa klasa. Wydaje mi się, że obecnie jest już lepiej, łódki są sprawne, a wiele problemów wynika też z tego, że na poziomie olimpijskim zawodnicy pływają na nich bardzo dużo i wyciskają z nich maksimum możliwości. Żeglarze zawsze szukają najszybszego sprzętu, wymieniają poszczególne jego elementy. W tej klasie nie jest on tani, między innymi dlatego, że nie ma wolnego rynku, Nacra sama ustala ceny, a żeglarze nie mają opcji kupienia czegoś od innej firmy. Na Tornado była większa dowolność, więcej firm produkowało sprzęt, dzięki czemu był on świetnej jakości i w adekwatnej cenie. Jednak ta różnorodność pozwala na większy rozwój, więcej
eksperymentowania co również niesie ze sobą koszty, także obie te strategie mają swoje plusy i minusy.

Katamarany podobnie jak wiele innych klas dostały foile, czyli hydroskrzydła. Żeglarstwo zaczyna latać. Czy taką jednostką trudniej sterować? Czy jest przez to bardziej wymagająca do pływania?

Latanie jest nową umiejętnością, którą trzeba opanować. Nie wiem czy jest to trudniejsze od standardowego pływania. Robienie tego prawidłowo przy wietrze o sile 12 węzłów raczej nie jest bardzo trudne, ale ciekawie robi się, gdy wieje bardzo mocno albo bardzo słabo. Gdy wieje mocno potrzeba dużo techniki i siły, z kolei gdy wieje słabo ten kto potrafi pierwszy złapać noszenie i lecieć zostawi swoich przeciwników w tyle. Jest to nowy rodzaj żeglugi, ciężko mi powiedzieć czy trudniejszy do opanowania. Dla mnie osobiście jest to odświeżające, po tylu latach pływania w moim sporcie pojawia się coś nowego, no i te prędkości w czasie lotu są naprawdę ekscytujące.

W jakim kierunku zmierza żeglarstwo? Jaki może być kolejny krok technologiczny?

Ostatnio rozwój żeglarstwa przyśpieszył, dzieje się sporo interesujących rzeczy. Katamarany zyskują coraz silniejszą pozycję, w dużej mierze dzięki America’s Cup, co jest dobre dla tej dziedziny żeglarstwa. Kiedyś podział na tradycyjnych żeglarzy i tych żeglujących na wielokadłubowcach był wyraźniejszy, byliśmy postrzegani trochę jak kowboje zamiłowani w prędkości. Teraz wszystko rozwija się w kierunku latania na foilach, nie wiem co będzie dalej, nikt 10 lat temu nie uwierzyłby, że A-klasa będzie latała, a w dodatku tak sprawnie. Klasa Moth również intensywnie rozwija się w ostatnich latach, bardzo dużo ludzi chce wykorzystać nowe możliwości i latać, montować foile do starszych łódek. Nie zmienia to faktu, że klasy takie jak Hobie 16 dalej są bardzo popularne i myślę, że nic tego nie zmieni, są one design, każdy może na nich żeglować i to są ich atuty.

A może niedługo w ogóle nie będzie trzeba dotykać wody żeby pływać?

Myślę, że z czasem będzie coraz więcej klas pokonujących całą trasę wyścigu wyłącznie na foilach, robiąc zwroty, ostrząc, odpadając w powietrzu. Teraz już tak to wygląda w klasie Moth, ich kadłuby w ogóle nie dotykają wody. Utrzymują się tylko na foilach, zamontowanych na sterze i mieczu. Jednak coś w wodzie musi się znajdować. Bez tego nie będzie to już żeglarstwo, a dosłownie latanie. Latanie na foilach jest kompletnie nową dziedziną w naszym sporcie, ale myślę, że wiele tradycyjnych klas również pozostanie aktywnych i zawsze będą istniały również klasyczne łódki. Nie wydaje mi się by początkujący mógł zacząć od latającej łódki, raczej musi wpierw poznać podstawy na klasycznej łódce, pływanie na foilach wymaga już pewnego obycia z wiatrem i wodą.

To byłoby interesujące, folie dla dzieci, młodych żeglarzy…

Wszystko jest możliwe, może doczekamy się foilng optymist (śmiech).

Jak wiele w żeglarstwie zależy od doświadczenia zawodnika, a jak wiele od sprzętu, na którym startuje?

Możesz być technicznym geniuszem, ale musisz być szybki. Na przykład w A-klasie łódki z czołówki zawsze są bardzo szybkie, ludzie poświęcają dużo czasu na dopracowanie sprzętu i pomiędzy nimi znowu liczy się taktyka, zmiany wiatru. Choć wydaje mi się, że w tym roku prędkość będzie faktycznie bardzo ważna, nie zależy ona jednak tylko od sprzętu, ale i od zawodnika. Zawsze najszybszy będzie ten, kto pierwszy wyjdzie z wody, myślę, że zobaczymy też sporo latania pod wiatr. W tej chwili mało kto potrafi sprawnie latać pod wiatr, więc to może być istotna umiejętność. Trzeba być szybkim, nawet jak jesteś świetny taktycznie.

W America’s Cup technologia odgrywa wielką rolę, a rola załogi wydaje się być stopniowo redukowana. Jest to imponujące, ale czy nie umniejsza to roli żeglarza? 

To bardzo dobre pytanie. Rozwój faktycznie jest tam bardzo intensywny, ale wymagania stawiane załodze nie maleją, łódki stają się coraz bardziej wymagające fizycznie. W serii światowej ścigają się na łódkach one design, więc rola załogi jest bezdyskusyjna, ale historycznie sam America’s Cup zawsze opierał się na rozwoju technologicznym jednostek. Teraz ci żeglarze są na bardzo wysokim
poziomie i dodatkowo ćwiczą więcej niż kiedykolwiek wcześniej, tylko oni mogą dostarczyć energię do trymowania żagli, ale i regulacji mieczy, na tych katamaranach nie ma żadnych silników. W poprzednim finale obie jednostki były niesamowite, ale losy rywalizacji odwróciły się głównie dzięki temu, że Team Oracle zaczął inaczej prowadzić łódkę, testując nowe pomysły wykrzesali z niej dodatkową prędkość. Powiedziałbym, że są to regaty gdzie równą rolę odgrywają zarówno żeglarze jak i sprzęt na, którym pływają.

Czyli nie zgadasz się z tym, że zawody zaczynają być zdehumanizowane?

Nie, nie wydaje mi się, żeby coś się znacząco zmieniło, America’s Cup zawsze był wyścigiem technologicznym. Latanie nie jest łatwe, wymaga nauki, nowych umiejętności i by wycisnąć z latającej łódki maksimum trzeba poświęcić na to sporo czasu. Nowa technologia wymaga więcej od żeglarza, trzeba też sporych umiejętności, by wykorzystać potencjał A-klasy.

Czy rozwój techniczny wymaga wyższych inwestycji?

W tej chwili latające łódki mogą być trochę droższe ze względu na tempo rozwoju. Nowe kształty mieczy, sterów pojawiają się dość często, prowadzone są testy. Ale nie będzie tak cały czas, po okresie rozwoju nastąpi stabilizacja i wtedy koszty będą porównywalne do kosztów pływania na tradycyjnej klasie. Jest to też kwestia wyboru – możesz zainwestować w Ferrari albo w Citroena. Na przykład „Akat” jest dość drogi, ale jest w całości wykonany z węgla, więc bardzo dobry jakościowo, lekki, sztywny, po prostu niesamowity. 

Więcej czasu poświęcasz na ściganie czy trenowanie?

W tej chwili większość czasu poświęcam jednak na trenowanie. Zacząłem pracować z East Ryan Yachting Federation i trenuję zarówno juniorów, jak i starszych żeglarzy na klasach olimpijskich. W tygodniu jestem zajęty, pływam w weekendy. Jest to nowe wyzwanie, sprawia mi ono przyjemność, ponieważ zebrałem sporo wiedzy i umiejętności w ciągu 20 lat startów i przekazywanie tego kolejnym pokoleniom, patrzenie jak się rozwijają, jest naprawdę budujące.

Plany na nadchodzące sezony?

Jestem zaangażowany w program młodzieżowy w Australii, i przygotowanie załóg na grudniowe mistrzostwa świata, więc sporo czasu będę ich trenował. Następnie przejmuję kadrę Australii na Nacra 17. Chcę również jak najwięcej pływać na A-klasie, by za rok być w dobrej formie tutaj, w Sopocie. Po drodze, w styczniu, mamy mistrzostwa Australii, które zawsze są silnie obsadzonymi regatami.

Nie rozważasz więc kolejnej kampanii olimpijskiej?

Moje kampanie olimpijskie chyba dobiegły końca. Mam 45 lat i myślę, że mogę więcej dać ludziom jako trener niż jako zawodnik. Jestem jeszcze w stanie rywalizować na najwyższym poziomie, ale nie na tyle dobrze by realnie myśleć o złotym medalu, a to zawsze był napęd, motywacja, najwyższy cel. Nacra to wymagająca łódka, poziom w klasie jest bardzo wysoki, a ja już nie mam tej motywacji co dziesięć lat temu, by pływać codziennie. Mam również zobowiązania rodzinne, dziecko, więc nie jest już tak łatwo znaleźć tyle czasu ile potrzeba na bycie profesjonalnym sportowcem i żeglarzem na najwyższym poziomie.

Jak oceniasz tegoroczny model polskiego A-kata, Explodera D3? Jak wypada w porównaniu z zeszłorocznym modelem, co jest w nim lepszego?

Według mnie jest to bardzo ekscytujący okres w tej klasie, ponieważ bardzo dużo się zmienia, rozwija. Na Exploderze pływa się bardzo dobrze. Różnego rodzaju ulepszenia miały na celu poprawić latanie z wiatrem, stabilność, ale również umożliwić efektywne latanie pod wiatr. Ta nowa łódka osiągnęła założone cele. Zazwyczaj zaczynamy lecieć pod wiatr przy 12 węzłach, a przy 6 możliwy jest lot z wiatrem. Pierwsze odczucia co do nowej platformy są świetne, jestem bardzo zadowolony. Teraz muszę się tylko nauczyć jak żeglować na tej łódce, bo jest znacząco różna od poprzedniej wersji. Uważam, że rozwój poszedł we właściwym kierunku.

Czy to twoja pierwsza wizyta w Sopocie, miałeś okazję żeglować na tym akwenie w przeszłości?

Tak, to moja pierwsza wizyta w Sopocie. Dobrze jest tu przyjechać, szczególnie, że przyszłoroczne mistrzostwa świata odbędą się właśnie tutaj. Zawsze warto zobaczyć jakich warunków można się spodziewać na tak ważnych regatach. Mimo, że byłem tu przez pięć dni doświadczyłem wiatru z każdego kierunku, jest to dość mocno zafasowany akwen. Zazwyczaj w Australii trenujemy na płaskiej wodzie, ale myślę, że zanim wrócimy tu w przyszłym roku musimy potrenować trochę na oceanie, by lepiej radzić sobie z falą. Trening tutaj był udany, macie świetne warunki, klub oraz ładną plażę. Na pewno zobaczymy się tu w przyszłym roku.